Wpływy
| Edward Stachura |
| Wojciech Belon |
| Bolesław Leśmian |
| Adam Ziemianin |
| Józef Baran |
| Jan Rybowicz |
| Bogdan Loebl |
Bieszczadzkie anioły
| Moje Bieszczady |
| Festiwal Sztuk Różnych |
| BA' 2001 |
| BA' 2002 |
| BA' 2003 |
| BA' 2004 |
| BA' 2005 |
| BA' 2006 |
| BA' 2007 |
| BA' 2008 |
| Pożegnanie Aniołów |
HLEV
| Hlev |
Gościmy
Odwiedza nas 30 gości| Hlev |
|
W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych minionego stulecia, rekordy popularności na skoczniach narciarskich bił niejaki Eddie „Orzeł” – pokraczny Brytyjczyk o zabójczym poczuciu humoru uwalnianym zaraz po chaotycznym wyjściu z progu. Rozpaczliwy styl jego dziwacznych ewolucji narciarskich, grożący utratą zdrowia a nawet życia, w połączeniu z nikczemnie nikłymi osiągami na zeskoku, mierzonymi w centymetrach, dawały mu – paradoksalnie – istotną przewagę nad największymi mistrzami dyscypliny. „Orzeł”, spadając z nieba jak kamień, stał się bezdyskusyjnym hegemonem światowych skoków, zaskarbiając sobie bieżące uwielbienie fanów oraz ich dozgonny szacunek i miejsce w pamięci, o czym świadczą powyższe słowa. W przypadku Eddiego najważniejszy był bowiem sam udział w konkursie i radość fundowana kibicom znudzonym do cna rutyną zawodów. Uśmiech na twarzy kpiarza – ponad sportowe wawrzyny okupione katorgą treningu i diety oraz wszelkie finansowe gratyfikacje. Jednym słowem: jaja! Odpowiednikiem Eddiego „Orła” w muzyce młodzieżowej tamtych lat był HLEV – zespół założony dyskretnie podczas obowiązkowych i koszmarnie jałowych zajęć szkolenia wojskowego dla studentów pedagogiki Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, do których się zaliczałem. Wraz z kolegami kaowcami poświęciłem cały rok pański osiemdziesiąty czwarty na przygotowanie wyjątkowego przedsięwzięcia, jakim stał się jednorazowy popis postmodernistycznej grupy punkowej. Jej głównym atutem okazał się odważny katastroficzny repertuar połączony z happeningowym potraktowaniem publiczności, demolką sali i natychmiastowym samorozwiązaniem wpisującym w poczet pionierów Hlevi Metalu. W tym nowatorskim gatunku muzycznym nie istniał wymóg kompromisu pomiędzy tym, do czego namawia autora rozbuchana podświadomość, a tym, przed czym ostrzega go zazwyczaj zdrowy rozsądek. W twórczości poszliśmy na całość – bez jakichkolwiek ograniczeń! W treści i formie, co dało się zauważyć bez większego trudu. HLEV był na ustach całego wydziału. Zahuczało też o nas na mieście. Happening się udał. Zespół przestał istnieć, funkcjonując jedynie we wspomnieniach jego założycieli oraz barwnych opowieściach przekazywanych potomnym w pijanym widzie wyobraźni. Ale HLEV powrócił realnie, żeby dać świadectwo niegdysiejszym poszukiwaniom i zwariowanej pasji. Spotkaliśmy się niedawno w komplecie, aby w ciągu jednej sierpniowej nocy zarejestrować to, co powinniśmy nagrać przed ćwierćwieczem. Wróciliśmy do ulotnej idei jednodniowej jętki, by udowodnić, że nadal gramy jak Eddie „Orzeł” latał, a poczucie humoru nas nie opuszcza. I że mamy wciąż rogate punkowe dusze, zaś nie każdy życiowy projekt jest obliczony na zysk. Krzysztof „Niuniek” Myszkowski HLEV (gitara elektryczna 1984 – 2009) Dlatego, możecie posiąść legendarną płytę HLEVu – tego świętego Graala muzycznej paranoi – po kosztach surowców, z których została wykonana.
Spis utworów:
Płyta - Dalmafon HLEV - http://www.hlev.pl |
