Hlev

 

 W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych minionego stulecia, rekordy popularności na skoczniach narciarskich bił niejaki Eddie „Orzeł” – pokraczny Brytyjczyk o zabójczym poczuciu humoru uwalnianym zaraz po chaotycznym wyjściu z progu. Rozpaczliwy styl jego dziwacznych ewolucji narciarskich, grożący utratą zdrowia a nawet życia, w połączeniu z nikczemnie nikłymi osiągami na zeskoku, mierzonymi w centymetrach, dawały mu – paradoksalnie – istotną przewagę nad największymi mistrzami dyscypliny. „Orzeł”, spadając z nieba jak kamień, stał się bezdyskusyjnym hegemonem światowych skoków, zaskarbiając sobie bieżące uwielbienie fanów oraz ich dozgonny szacunek i miejsce w pamięci, o czym świadczą powyższe słowa. W przypadku Eddiego najważniejszy był bowiem sam udział w konkursie i radość fundowana kibicom znudzonym do cna rutyną zawodów. Uśmiech na twarzy kpiarza – ponad sportowe wawrzyny okupione katorgą treningu i diety oraz wszelkie finansowe gratyfikacje. Jednym słowem: jaja!

Odpowiednikiem Eddiego „Orła” w muzyce młodzieżowej tamtych lat był HLEV – zespół założony dyskretnie podczas obowiązkowych i koszmarnie jałowych zajęć szkolenia wojskowego dla studentów pedagogiki Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, do których się zaliczałem. Wraz z kolegami kaowcami poświęciłem cały rok pański osiemdziesiąty czwarty na przygotowanie wyjątkowego przedsięwzięcia, jakim stał się jednorazowy popis postmodernistycznej grupy punkowej. Jej głównym atutem okazał się odważny katastroficzny repertuar połączony z happeningowym potraktowaniem publiczności, demolką sali i natychmiastowym samorozwiązaniem wpisującym w poczet pionierów Hlevi Metalu. W tym nowatorskim gatunku muzycznym nie istniał wymóg kompromisu pomiędzy tym, do czego namawia autora rozbuchana podświadomość, a tym, przed czym ostrzega go zazwyczaj zdrowy rozsądek. W twórczości poszliśmy na całość – bez jakichkolwiek ograniczeń! W treści i formie, co dało się zauważyć bez większego trudu. HLEV był na ustach całego wydziału. Zahuczało też o nas na mieście. Happening się udał. Zespół przestał istnieć, funkcjonując jedynie we wspomnieniach jego założycieli oraz barwnych opowieściach przekazywanych potomnym w pijanym widzie wyobraźni.

Ale HLEV powrócił realnie, żeby dać świadectwo niegdysiejszym poszukiwaniom i zwariowanej pasji. Spotkaliśmy się niedawno w komplecie, aby w ciągu jednej sierpniowej nocy zarejestrować to, co powinniśmy nagrać przed ćwierćwieczem. Wróciliśmy do ulotnej idei jednodniowej jętki, by udowodnić, że nadal gramy jak Eddie „Orzeł” latał, a poczucie humoru nas nie opuszcza. I że mamy wciąż rogate punkowe dusze, zaś nie każdy życiowy projekt jest obliczony na zysk.

Krzysztof „Niuniek” Myszkowski

HLEV (gitara elektryczna 1984 – 2009)

Dlatego, możecie posiąść legendarną płytę HLEVu – tego świętego Graala muzycznej paranoi – po kosztach surowców, z których została wykonana. 

 

Image

Spis utworów: 

  1. Wysmukły jest świecy płomień (muz. i sł. Jan Hyjek)
  2. Maski (muz. Hlev, sł.Radosław Balicki)
  3. Niebne szczury (muz. Krzysztof Myszkowski, sł. Radosław Balicki)
  4. Kołysanka (muz. Krzysztof Myszkowski, sł. Radosław Balicki)
  5. Zapalają już pochodnie (muz. Krzysztof Myszkowski, sł. Radosław Balicki)
  6. Masturbacja (muz. Hlev sł. Radosław Balicki)
  7. Chyba zwymiotuję (muz. Hlev sł. Radosław Balicki)
  8. Majówka (muz. Hlev sł. Radosław Balicki)
  9. Irkuck (muz. Hlev, sł. Piotr Miedziński)
  10. Policjanci ( muz. i sł. Ryszard Kneć)
  11. Maski '84 (muz. Hlev sł. Radosław Balicki)
  12. Masturbacja '84 (muz. Hlev sł. Radosław Balicki)
  13. Niebne szczury '84 (muz. Krzysztof Myszkowski, sł. Radosław Balicki)
  14. Kołysanka '84 (muz. Krzysztof Myszkowski, sł. Radosław Balicki)
  15. Zapalają już pochodnie '84 (muz. Krzysztof Myszkowski, sł. Radosław Balicki)
  16. Majówka '84 (muz. Hlev sł. Radosław Balicki)

 


Płyta - Dalmafon

HLEV - http://www.hlev.pl