|
Jan Rybowicz uwiódł mnie swoją twórczością dużo wcześniej i skuteczniej niż Stachura i wszyscy inni poeci razem wzięci. Wyjątkowo dużo czasu zabrało mi jednak spożytkowanie i przełożenie jego wierszy na potrzeby i język piosenki. Upłynęło wiele lat nim te poetyckie "bańki mydlane" pozbierałem, przyswoiłem i podzieliłem się nimi z ludźmi. Śpiewająco! Odpowiedzialnie i dojrzale. Zrazu, na próbę z najbliższymi przyjaciółmi, by końcowe efekty trudów rozgryzania Rybowicza udostępnić szerszej publiczności na koncertach i płycie. Album Tabletki ze słów to wymierne świadectwo tych moich twórczych męczarni i napięć. Owoc wielu nieprzespanych nocy i z ulgą witanych przedświtów. Z butelczyną w tle i do towarzystwa. To także niepewność i lęk o sposób przyjęcia tego projektu przez fanów SDM i Krainy Łagodności. Już na studiach, w 81 roku, mocno uwierzyłem w to, że warto podjąć wyzwanie próbując zmierzyć siły z dziką poezją "Samotnika z Lisiej Góry". Dzisiaj nie mam najmniejszych wątpliwości, że inaczej być nie mogło. Po prostu. Wiem, że mimo ryzyka utraty zdrowia, przyjaciół, popularności i pracy, trzeba było Rybowicza odkryć i uwierzyć jego słowom! Zawierzyć jego niezłomnej postawie wobec twórczości i sztuki. Może nie względem życia, ale poezji na pewno! "Być jak słonecznik. Pokazywać zawsze ten sam kierunek: ku słońcu!" Ku prawdzie!! Ku dobru!!! Tylko tyle i aż tyle... Krzysztof Myszkowski
|