Bieszczadzkie Anioły słowa: Adam Ziemianin muzyka: Krzysztof Myszkowski wykonanie: Stare Dobre Małżeństwo
Edycja pierwsza: UPOJNA, bo wszyscy – bez wyjątków – chodzili pijani szczęściem, że się udało. Że naprawdę wyszło! Dlatego też mało kto dziś cokolwiek wyraźnie pamięta. Większość wydarzeń skutecznie rozmyła owa, wspomniana euforia. Resztę załatwił barbarzyńca czas. Zabrakło nawet materiałów informacyjnych z prawdziwego zdarzenia – co dopiero mówić o rzetelnej dokumentacji raczkującej imprezy. Mam w swoich zbiorach jedynie pamiątkowy znaczek odlany chałupniczo z cyny przez Jacka Pysia. Przedstawia on tłustego anioła o rysach i gabarytach Ryśka Denisiuka, gramolącego się niezgrabnie po wątłej drabinie ku niebu, by sięgnąć po nieosiągalne. Dobrze zapamiętałem tę zabawną ikonkę, będącą symbolicznym aktem naszego, niczym nieusprawiedliwionego optymizmu i wiary w świetlaną przyszłość bieszczadzkiego festiwalu. Przypominającego – póki co – najwyżej beztroski karnawał pospolitego ruszenia po przypadkowo wygranej potyczce. Czas dopiero pokaże, ile zdrowia, cierpliwości, dobrej woli, nerwów oraz ciężkiej pracy i sił wielu osób trzeba będzie zaangażować w następnych latach, aby zgodnie wygrać prawdziwą bitwę.