Wpływy
| Edward Stachura |
| Wojciech Belon |
| Bolesław Leśmian |
| Adam Ziemianin |
| Józef Baran |
| Jan Rybowicz |
| Bogdan Loebl |
Bieszczadzkie anioły
| Moje Bieszczady |
| Festiwal Sztuk Różnych |
| BA' 2001 |
| BA' 2002 |
| BA' 2003 |
| BA' 2004 |
| BA' 2005 |
| BA' 2006 |
| BA' 2007 |
| BA' 2008 |
| Pożegnanie Aniołów |
HLEV
| Hlev |
Gościmy
Odwiedza nas 34 gości| Festiwal Sztuk Różnych |
|
Po pewnym czasie gry i zabawy stolikowe w lokalu Pod Kogutkiem przestały wystarczać wszystkim, bez wyjątków. Z różnych względów. Nastąpiło typowe dla takich kameralnych społeczności towarzyskie zmęczenie materiału. Spory problem stanowić zaczęła zbyt skromna baza kawiarni i jej gabaryty. Coraz większa bowiem liczba miłośników moich pieśni domagała się igrzysk. Trzeba było wyjść szerzej do klienta. Do naszej publiczności. Okazja ku temu nadarzyła się szybciej niż można było przypuszczać. W nowy wiek weszliśmy serią koncertów w ciśniańskim Gminnym Ośrodku Kultury, którego przestronny budynek każdorazowo pękał w szwach od stłoczonych w środku ludzi. Drugą niszczącą zaś siłę stanowili desperaci uwieszeni jak powoje na ścianach, na zewnątrz. Granie muzyki i delektowanie się nią w takich warunkach urągało wszelkim zasadom, stając się istną mordęgą dla wszystkich osób dramatu. Trzeba było coś z tym zrobić – zwłaszcza, że zapotrzebowanie na koncerty zespołu w tym rejonie rosło z sezonu na sezon. W 2001 postanowiliśmy zagrać w miejscu z grubsza przypominającym amfiteatr. W starej owczarni, w Górnej Wetlince. Obiekt ten mimo dość topornej konstrukcji i niechlujnej estetyki mógł spokojnie pomieścić wszystkich fanów SDM. Problemy pojawiły się nieoczekiwanie, a u ich podłoża legły zapędy lokalnych „władców tej krainy”, by wykorzystać okoliczności i miejsce dla własnych kampanii wyborczych. Usiłowali oni ugrać swoje obiecując wszystkim wszystko, w myśl zasady, iż „nikt ci tyle nie da, co ci wójt obieca”. Od polityki zawsze trzymałem się z daleka, więc zastosowałem fortel w stylu Zagłoby, aby intruzów skutecznie zniechęcić i przepłoszyć. Raz na zawsze. Zorganizowaliśmy wraz z harcerzami z Oświęcimia – oj, mizerny to elektorat dla „kandydatów na kandydata” – przegląd piosenki turystycznej o nazwie Bieszczadzkie Anioły. Przez pół dnia płynęły więc z estrady upojne obozowe pienia, powodując, że na scenę wdrapaliśmy się z trudem, na dość miękkich nogach. Jakimś cudem wszystko się jednak dobrze skończyło, a prawie 3-tysięczny tłum pożegnał nas nad podziw entuzjastycznym wyciem. Twórcy sukcesu zaczęli się mnożyć, jak drobnoustroje, powodując, że koniecznością stała się formalizacja wszelkich działań. Powołaliśmy do życia Stowarzyszenie i Festiwal Sztuk Różnych „Bieszczadzkie Anioły”. Ku mojej radości impreza weszła na stałe do kalendarza wydarzeń kulturalnych, funkcjonując w świadomości naprawdę wielu osób. Mnie przypada w udziale honor bycia gospodarzem jej programu. Co roku staram się zapraszać coraz to nowych artystów w podobny sposób podglądających i opisujących rzeczywistość, świat i ludzi. Słowem, obrazem i dźwiękiem… Krzysztof Myszkowski |