Adam Ziemianin

Wiosną 1987 roku na festiwalu studenckim w Krakowie poznałem Adama Ziemianina. Twórczością tego poety byłem zafascynowany i zauroczony od chwili, kiedy w ucho wpadł mi refren piosenki Przy wielkiej niedzieli, śpiewany przez poznańską piosenkarkę Violę Kozłowską. Adam ZiemianinDoznałem wtedy olśnienia, że oto niejaki Ziemianin wyjątkowo celnie mówi o nurtujących mnie sprawach, zamykając w poetyckie zdania moje własne myśli. Zacząłem gorączkowo przeszukiwać księgarnie i czytelnie w pogoni za "słowami, które dziwią się drugiemu słowu". Wytropiwszy, zakupiłem szczęśliwie Makatki, zaś tomik W kącie przedziału z premedytacją wypożyczyłem na wieczne oddanie z biblioteki w Radomiu, wykorzystując cudzą kartę czytelniczą. Szybko jednak ruszyło mnie sumienie i z bólem serca książkę zwróciłem, za co los mnie sowicie wynagrodził. Jano Mościcki - artysta okazjonalny - przedstawił mnie samemu poecie tuż przed wspomnianą uroczystą galą w Rotundzie. Ziemianin widząc moje zmieszanie i onieśmielenie zaistniałą sytuacją od razu zaproponował przejście na "ty". Fakt ten okrasiliśmy symbolicznym toastem, opierając dalszą rozmowę o bar. Zaprosiłem Adama na koncert, podczas którego zadedykowałem mu dwa utwory powstałe na kanwie jego wierszy - Nasz słony rachunek i Coraz krótsze listy od ciebie. Wyraźnie wzruszony autor zrewanżował się obietnicą wglądu w swoją twórczość, udostępniając także niepublikowane do tej pory rękopisy. Słowa honorowo dotrzymał, chociaż nie od razu.

Adam Ziemianin przyszedł na świat w Muszynie tuż po wojnie. Jako zodiakalny byk, od dziecka doskonale wiedział, czego od życia chce, dążąc konsekwentnie do raz obranego celu. Makatka z płonącego domuZanim jednak skromny chłopak z sennego miasteczka na końcu świata stał się Znanym Krakowskim Poetą, sporo wody upłynęło w Wiśle i Popradzie. Adam do poezji kroczył drogą dość wyboistą i krętą, nie tracąc jednak nawet na chwilę animuszu i pewności siebie w trudnych chwilach, których los mu nie skąpił. Wrodzony optymizm, humor i góralski charakter pozwalały pokonywać mu wszelkie zawalidrogi, dzięki czemu zdobył niezbędne doświadczenie i mądrość, będące znakiem firmowym jego szalenie życiowej i życzliwej drugiemu człowiekowi poezji. Posiadł też Ziemianin szczególny dar zjednywania sobie ludzi. Od zwykłych pijaczków, po akademickie ciała. A to za sprawą wyjątkowego talentu do biesiadowania i umiejętności wysłuchania każdego, czemu towarzyszyło adasiowe zgodliwe "tak, tak, tak", zachęcające rozmówcę do dalszych, jeszcze głębszych wynurzeń. Stanowił typ brata-łaty, z którym by można konie kraść, spijając poetycką ambrozję w nieskończoność.

Miał też Adam swoją Marię, będącą mu żoną, muzą, matką jego dzieci oraz strażniczką domowego - i wszelkich innych - porządków. Marysi też przypadł w udziale przywilej bycia pierwszą czytelniczką ziemianinowych wierszy, opiewających radości i smutki "Poddaszewa" - ich rodzinnego mikrokosmosu.

Krzysztof Myszkowski